" Miłość jest krucha, a my nie zawsze potrafimy o nią dbać "

czwartek, 22 sierpnia 2013

*46*47*CZĘŚĆ I,CZĘŚĆ II*

cz.I
Jak często śmierć ponoszą osoby, wykorzystywane przez Voldemorta?
Jak często Fred ma ochotę wrócić do Hermiony i błagać ją na kolanach o wybaczenie?
Jak często Savannah myśli o Ronie i na odwrót?
Kogo kocha Luna?
Kto sprawił, że Hermionie rypła trochę pamięć? Kto spuścił żyrandol?
Jak często Ginny potrzebuje ramion Harrego?
♥♥♥
" Droga Hermiono.

Nie wiem, czy mam milczeć, czy krzyczeć, czy śpiewać, czy mówić.
Nie dostałem żadnego listu od ciebie, nie usłyszałem słowa od ciebie od prawie miesiąca.
To nienormalne, jak za tobą tęsknie.
To nienormalne jak się wobec ciebie zachowywałem.
To nienormalne, że pisze, w nadzei na kolejną szansę od ciebie.
wiesz jak to było?
Lee mnie podpuścił, że nie pocałuje Angeliny, kiedy tak bardzo kochałem ciebie i byłem z tobą.
Ukrywałem tą cholerną prawdę, bo wiesz że mi głupio i wiesz że zawsze musze stawić na swoim.
Owszem, zrobiłem to, ale to nic dla mnie nie znaczyło. Tłumaczyłem jej, że to była głupia umowa nic nie znacząca i nic nie warta, ale ona dalej się za mną pałęsała. 
George wiedział o tej sytuacji i wykorzystał to.
Brawo, zdobył ciebie, z tego co wiem, od Deana, z którym niedawno rozmawiałem przez ten cały telefon, nieźle wam idzie.
Ale wiedz jedno, nikt na ciebie nie zasługuje. Jesteś wyjątkowa i jedyna.
wiem coś jeszcze. słyszałem o tej akcji z żyrandolem, mam nadzieję ze teraz wszystko dobrze. 
chciałem ruszyć w pociąg, gdy się o tym dowiedziałem, ale mi nie pozwolili. Cały czas o tym myślałem i zastanawiałem się czy jesteś w pełni zdrowa i bezpieczna. dopiero  ostatnio, dzięki tej rozmowie z Deanem, jestem spokojny. Nucę sobię pewną piosenkę, do której tańczyliśmy na wierzy Astronomicznej, tej przepięknej nocy. Wzruszam się na myśl o Motylarni. Rozmawiałem z Dumbledorem i z tego co wiem, dokłada starań aby to miejsce wróciło do dostępnych.
Wiem też coś o Andrea. To on zrzucił na ciebie żyrandol.
Pewnie zmyślam? Nie był bym tego taki pewien.
Tutaj, w Argentynie szkoła znajduję się w czarnych, opuszczonych lochach. Wszyscy są tak na prawdę zwolennikami i wysłannikami Czarnego Pana. Widziałem ojca Andrea z znakiem Voldemorta. Szkoda mi tych ludzi, bo jestem pewnien że Sam-wiesz-kto ich wykorzystuje i oni nie mają na to wpływu. Tak, czy inaczej, cała ta akcja była zorganizowana aby dowiedzieć się jak najwięcej o tobie i aby cię wypytać, wykorzystać przeciwko Harremu, i zabić samego jego. Nieźle to uknuł, nie?
Ale z tego co wiem, nie dałaś się i nie pisnęłaś słowa o sekretach Harrego. Jestem z tego powodu na prawdę z ciebie dumny. I dlatego znajdowałaś się w szpitalu. to była zasadzka. przykro mi że Andrea niby był tak dobrym przyjacielem, a jednak próbował cię po prostu złudzić. jestem pewnien że mi nie wierzysz, ale wieści już obiegły Dumbledora i grono nauczycieli. Wszystko dzięki temu genialnemu telefonowi. Z resztą, nie czuję się już tu bezpieczni, bo Sam-Wiesz-Kto, jest cholernie wściekły i ma zacny plan aby pozbawić Argentynę ludzi, więc, wracam jutro dzięki dyrektorowi, w obawie że mnie również wymordują. A co z Andrea? Ma być przesłuchany i mieć oddesanne myśli co do  wszystkich planów związanych  Voldemortem i umieszczony w rodzinie zastępczej. Ludzie w Angli podarowują drugie szanse, więc co powiesz na drugą szansę dla mnie? 
Twoje i tylko wyłącznie twoje decyzje czy mi uwierzysz czy nie, czy mi wybaczysz czy nie.
Szczęścia.
Kocham Cię.
Fred Weasly (ponoć masz kłopoty z pamięcią)
***
Hermiona co sił w nogach pobiegła najpierw do gabinetu Dumbledora i dała mu do przeczytania list. Mało ją interesowało, że był tam wątek konfliktu i miłości, bo chciała znać prawdę. Czy to wina Voldemorta w postaci Andrea.
- Czy to prawda? - spytała, gdy profesor podniósł wzrok na nią.
- Niestety obawiamy się, że tak.. Hogwart znów nie był bezpieczny. I ty też nie byłaś bezpieczna. Chcieliśmy uniknąc na razie rozmowy na ten temat z tobą, ale najwidoczniej pan Weasley wszystko wyjaśnił.
- O mój Boże.. - szepnęła i zakryła usta dłonią. Po jej policzku pociekła łza.
- To nie jest jego wina. Ponoć miał ataki agresji, znaczy się.. Czarny Pan atakował go gdy tylko robił coś nie tak, mutował się, przeobrażał coraz bardziej, aż w końcu zrobił to i ogarnęła go zupełna nienawiść.
- Gdzie teraz jest? - spytała szatynka
- Nie chciałabyś go widzieć.. on ciągle .. nazywa panią szlamą.. - dyrektor spuścił wzrok. Był bardzo otwarty co do dziewczyny, zawsze.
- To przykre. - spuściła wzrok. - Tak bardzo go polubiłam.. Mam nadzieję że znajdzie sie w dobrych rękach. - słabo się uśmiechnęła i wyszła z pokoju, kiwając głową w stronę Dumbledora.
On tylko ciężko westchnął i spojrzał przez okno na ranne, przykryte obłoczkami niebo.
***
George rozmawiał z Angeliną w pokoju Gryfonów, gdy szatynka weszła do Dormitorium.
Spojrzała na rudzielca, a on, gdy tylką ją zobaczył uśmiechnął się ciepło i ruszył w jej stronę przepraszając Angelinę, jednocześnie kończąc rozmowę.
- Jak się czujesz? - pyta się ciepło.
- Wiedziałeś, że Fred był tak głupi i postawił na swoim że pocałował Angelinę przez to że Lee go podpuścił. - patrzyła na niego złowrogim wzrokiem. - A ty wciąż próbowałeś mnie zdobyć, ukrywając to. Czemu go nie zatrzymałeś? 
- Bo się w tobie zakochałem. - odrzekł krótko.
- Miłość jest przereklamowana, wiesz? Zawiodłam się na was, na prawdę. - spuściła wzrok i odeszła uśmiechając się szczerze po drodze, do zakochanych gołąbków na sofie czyli Harrego i Ginny którzy wyglądali na tak bardzo szczęśliwych. Kiedy zaczęli ze sobą być?
A wchodząc po schodach zobaczyła Rona rozśmieszającego Savannah.. nawet głupi ma szczęście..
"Nawet większe ode mnie.. " - myśli Miona.

CZ.II

"Drogi Fredzie!

Z tego co wiem, znajdujesz się już w Hogwarcie, ale nie mam odwagi z tobą porozmawiać.
Siedzę wciąż w pokoju, udawając różne bóle, gdy tak na prawdę cierpię w środku. 
Zawiodłam się na tobie i na George'u i nie mogę się pogodzić z tym, że cząstka Voldemorta w Andrea go zabiła. Nie wiem czy jesteś na świeżo, ale zmarł ciężką śmiercią wczoraj w nocy.
Nie umiem się pozbierać.
Ale chyba nauczyciele i Dumbledore wiedzą, o co tak na prawdę chodzi.
Pomijając to, otrząsnę się kiedyś, nie? (mam taką nadzieję)
Twój list mnie bardzo wzruszył.
Jednak nie zapominam o tym, że dałeś się podpuścić.
Mogłeś dać sobie spokój. Wszyscy wierzyli że rzekomo mnie kochałeś.
Ale to była twoja decyzja, i dzięki twojej ,.. rzekomej podświadomości i głupocie zmieniłeś wszystko.
Zraniłeś mnie.
Tak potwornie mnie zraniłeś.
Może na ciebie narzekam, ale mówię co czuje, a dawno ci tego nie mówiłam i chyba to ważne.
Oczekujesz drugiej szansy.
Próby ponownego zaufania.
To tak jakby wykasować tamte okrutne chwile i iść przed siebie.
Chciałam bym tak umieć, ale niestety nie jestem już taka jak dawniej.
Przepraszam, że cię nie wpuszczam do pokoju, a raczej proszę o to Ginny, ale gdy tylko bym Cię
zobaczyła, wpatrzyła się w twoje błyszczące niczym gwiazdy w bezchmurną noc oczy, to od razu zmieniłam bym decyzje.
Muszę to przemyśleć.
Przez wypadek z żyrandolem uzyskałam większy szacunek i zaufanie do Georga.
Na prawdę, go bardzo polubiłam, bardziej niż kiedykolwiek.
Wyjaśniliśmy sobie wszystko.
Ale napisałeś, i musiałam zadziałać.
To boli, że  ukrywałeś to.
Daj mi czas.

Miona."

Fred trzasnął o obramowanie łóżka i rzucił poduszką na podłogę.
Wszystko przez jeden głupi pocałunek i jedno wielkie podpuszczenie, udowadnianie czegoś o czym wszyscy wiedzieli. Hermiona ma rację. Absolutną racje.
Jeden głupi błąd i tracisz wszystko.
Musi z nią porozmawiać. Wyszedł z pokoju, w którym był sam i trzasnął drzwiami

***
- Ron,przestań! - śmiała się dziewczyna.
Głupek rudzielec robił co chwila zeza i śmieszne miny aby rozbawić swoją połówkę.
- Bo ci tak zostanie! - powiedziała powaznie Savannah.
- I wtedy Cię stracę? - pyta. - Zostawisz zezowatego chłopaka?
- Nigdy. - uśmiecha się.
- To wielkie słowo, uważaj lepiej. - odwzajemnia uśmiech. - Gdzie ty mnie znalazłaś i czemu ze mną jesteś? - rudzielec nasuwa kolejne pytania.
- Nie miałam prawa wyboru, miłość. Zdaję się że.. w Hogwarcie. - Savannah ogląda się wokół i przez chwilę myśli. - Moment! Dzisiaj jest nasza miesięcznica! - patrzy wesołym wzrokiem na chłopaka.
- Myślisz że zapomniałem? - wyciąga z kieszeni czarne pudełko i je otwiera.
- O Boże! .. - szepcze zaskoczona. Ku jej oczu ukazuje się wisiorek z napisem "forever". - Piękny. Dziękuje. - dziewczyna przytula Rona, on ją zaś odciąga i namiętnie całuje.

***
- Ginny musisz mnie do niej wpuścić! - mówi stanowczo Fred. - To sprawa śmierci i życia.
- To umrzyj albo przeżyj, ale cię do niej nie wpuszczę. Nie kazała mi. - rudowłosa miała zawinięte ręce na ramionach i wyprostowaną postawę. Stała przed drzwiami pokoju szatynki.
Fred pchnął się na nią.
- Muszę! Tam! Wejść! - cisnął przez zęby.
- Nie musisz. - odepchnęła go. - Ona nie była z tobą szczęśliwa, braciszku. 
- A z Georgem albo teraz.. jest szczęśliwa? - spytał.
- Nie do końca.. chociaż z twoim bliźniakiem bardziej niż z tobą. - Ginny zmierzyła go wzrokiem.
- Sama mnie uczyłaś że trzeba dawać drugie, trzecie.. szanse ludziom, mówiłaś tak zawsze, gdy się kłóciłem z.. - zamilkł.
- Z Georgem? To może najpierw się z nim pogodzisz? - sapnęła.
Fred z spuszczoną głową udał się do pokoju sąsiedniego do swojego. George się tam przeniósł, kiedy się pokłócili, a raczej zignorowali to że są braćmi.
Przez chwilę zatrzymał się aby zapukać, ale jednak zrobił to. Dwa głuche dźwięki.
Drzwi otworzył Lee.
Zmorzyła ich grobowa cisza.
- Stary przepraszam za tamto.. - zaczął Jordan. Tak na prawdę nie wiele rozmawiali na ten temat, od czasu "podpuszczenia".
- Zawołałbyś George'a? - rudzielec zignorował to, co mówił jego "przyjaciel"
Po chwili w progu drzwi stanął brat bliźniak Freda.
Urósł, ale tylko odrobinę. Wyglądał na zaspanego.
Patrzyli na siebie w ciszy.
- Chciałem się z tobą pogodzić.. raczej Ginny mi kazała.. mieliśmy się nie kłócić o dziewczyny. - zaczął Freddie.
- Ale ona jest wyjątkowa. Oby dwoje ją kochamy, a ona chyba kocha też nas obydwóch. - odezwał się George.
- Niech sama zadecyduje, albo po prostu nas sobie odpuści. Nie jesteśmy jej warci. Z resztą.. nienawidzi nas.. chciałem z nią porozmawiać.. - żali się Fred.
- Jest twoja. Zdaje się że ciebie bardziej kocha. Jesteście sobie przeznaczeni. Niezaleznie od tego co do niej czuje, zdobądź ją. Ja też z nią porozmawiam, i ją przeproszę. - George uśmiechnął się, poklepał brata po plecach, mrugnął do niego okiem i zniknął za drzwiami.
Te gesty znaczyły jedno - bliźniak mówił szczerze.
Popędził po schodach, w dół, przed siebie do wieżyczki dziewczyn i stanął znów przed pokojem Miony. Nie było nikogo na straży. Zapukał, lecz nikt nie odpowiedział. Wszedł do środka.
Na łóżku, sama leżała Miona. Biała jak ściana. Miała szeroko otwarte oczy. Przeraził się.
Sprawdził puls. Słaby. Spojrzał na stolik. Tabletki nasenne. Puste pudełko. Krzyknął.
Jak mogła coś takiego zrobić?! Nie było czasu na nic. Zaczął reanimację. 
30 uciśnięć. 3 usta - usta. 30 uciśnięć. 3 usta-usta.
Zamrugała powiekami.
Które pod pływem ciężaru, opadły.

***
Obudziła się w tym samym miejscu co była. Podniosła się. Bolała ją głowa. Na stoliku obok leżała szklanka wody. Na głowie miała najwidoczniej jakiś okład. Było ciemno, co oznaczało że przespała dużą ilość czasu. Na podłodze leżał Fred. Ciężko oddychał, a raczej chrapał.
- Fred? - powiedziała ciężkim,ochrypłym głosem.
Chłopak jak na komendę wstał z podłogi.
- Wstałaś. - przeciągnął się. - Jak się czujesz?
Żadnych pytań dlaczego to zrobiła.
Patrzył na nią tak opiekuńczo, wyglądał na takiego zatroskanego i.. zaspanego.
- Wiedzą o tym co się stało? - spytała.
- Rozmawiałem wyłącznie z McGonagall. Ile wzięłaś tych tabletek.
- Dwie. - szepnęła.
- Na pusty żołądek? - usiadł na skraju łóżka.
Kiwnęła głową.
Fred schował twarz w dłonie.
- Myślałam że całe opakowanie skonsumowałaś. Martwiłem się. - spojrzał na nią.
- Zostały tylko dwie.
- Jak je uzyskałaś? - spytał
- Mam apteczkę, na każdy rok ją biorę. - bawiła się palcami.
- A co z resztą?
- Spłukałam w toalecie, bo bałam się że wezmę więcej. - w jej oczach zaszkliły się łzy.
- Oh.. - powiedział krótko Fred.
- Wszystko wydawało się być bez sensu. Nie mogłam zasnąć, nie mogłam nic zrobić. - zaczęła. - Przepraszam, że cię niepokoiłam. Chciałam "odlecieć".  - spuściła wzrok. - Nawet najlepsze uczennice mają problemy z psychiką i spaniem.
- Chcesz iść do psychologa ? - zapytał.
- Nie. Nie będę już ich brała. Wszystkie spłukałam. Chciałam zasnąć. Drugą wzięłam tylko dlatego, żeby już nie myśleć i nie czekać... - westchnęła.
- McGonagall zajżała do twojej karty zdrowia. Małym druczkiem było napisane na pewnej stronie że po jednej takiej tabletce tracisz przytomność. Masz wyniszczony organizm, gdy je zażywasz. Dlatego tak twój organizm zareagował na dwie.. - podrapał się po głowie.
- O Boże.. mogłam umrzeć.. - jest świadoma swojego błędu. - Coś było kiedyś z tymi tabletkami, ale teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć... - usiadła na skraju łóżka i przysunęła się do rudzielca. - Jak mnie znalazłeś i co zrobiłeś? - spytała.
- Musiałem z tobą porozmawiać. Leżałaś nieprzytomna i biała jak ściana. Musiałem cię reanimować, miałaś bardzo słaby puls. - czy on płacze?
- Dziękuje.. - szepnęła - Dziękuje..
Oparła się o jego bok, a on się w nią wtulił i ucałował jej głowę.
- Nigdy więcej nie dotykaj tabletek nasennych. - rozpłakał się - Jeśli nie będziesz mogła zasnąć, po prostu przyjdź po mnie, a zrobie wszystko żebyś zasnęła, księżniczko. - uśmiechnął się delikatnie. - Tak cholernie przepraszam za to co zrobiłem. To był największy błąd mojego życia. Chciałem coś udowodnić, ale nie mam pojęcia co. Wszyscy przecież wiedzieli. Miałaś racje.
Skinęła głową.
- Byłam surowa w tym liście, bo .. nie miałam już siły. Chciałam o tobie zapomnieć, odtrącić cię, pomyśleć czy to ma sens. Wahałam się, wciąż. - po jej policzku pociekła łza. - Ciągle cię kocham, to jasne, ale ja muszę ci stawiać warunki, na przykład jak ten czas, który oczekiwałam.
- Nic nie ma sensu. A czasu nie dostałaś, bo się wydarzyło właśnie to. - nadal ją do siebie tulił. Mógłby zostać tak na zawsze.
- Może los tak chciał. - szepnęła. - Żebyśmy się pojednali. Żebyśmy wybaczyli sobie wszystko i zapomnieli o przeszłości. - spojrzała mu w oczy.
- A chcesz tego? - spytał.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo jej twarz zbliżała się do niego.
Tkwili w pocałunku i mogli by tak zostać.. na zawsze.

-----------------------------------------------------------------------------
dla mnie genialnie. po raz pierwszy tak mi się spodobało.
musiałam uciec do drastycznej metody połączenia ich.
nie wiem czy wam się spodoba więc..
przeczytałeś? skomentuj!



czwartek, 1 sierpnia 2013

...

Zawieszam. Już nie umiem. Nie potrafię pisać. Nie wiem czy odwieszę, ale wiem że się tu pojawię aby kolejny raz wam podziękować.. próbowałam nagrać wideo, ale się nie udawało.
Przepraszam
.
A teraz, ci którzy to czytali : wypowiedzcie się co sądziliście ogólnie o moim blogu i co sądzicie o tym wszystkim. Będzie mi miło.
Dziękuje za wszystko.
Kocham was ;(